sobota, 18 lutego 2017

Słoneczne wibracje

Ten rysunek jakoś tak pozytywnie mnie nastraja 😃. Bije z niego radosna, słoneczna energia ☀☀☀
O ile dobrze pamiętam komentarz Hani to to baby słońce to Sonia. Obok księżniczka Celestia z My Little Pony, tutaj też z kocią mordką😺


A na rewersie napis: "wiesz, że ja Cie bardzo kocham mamo". Większość Hani rysunków podpisanych jest w tym stylu, co mnie totalnie rozczula... 💖 .


 

piątek, 17 lutego 2017

My Little Ponies mówią Miauuuu ;-)

Czy rozpoznajecie tutaj: Rainbow Dash, Pinky Pie, Rarity, Apple Pie & Flutter Shy? Pewnie tylko Ci, którzy są na bieżąco z My Little Pony...
Dla utrudnienia albo żeby było śmiesznie, kucyki pojawiły się z kocimi mordkami, ale za to ze swoimi oryginalnymi grzywami;) Czad! 🙀😿😾😽😼😻😺😹😸

 

czwartek, 16 lutego 2017

My Syrenki

Hani nie ma, to i nie ma świeżego materiału do opublikowania... ale znalazłam ten oto zabawny rysunek:  Ja królowa Syrenka z niesfornymi syreniątkami Hanią i Sonią :)
Fazę intensywnej fascynacji syrenkami, kiedy to Hania pakowała obie nogi w jedną nogawkę rajtuz i twierdziła że jest syrenką, mamy od niedawna za sobą. Ale jeszcze w ostatnie wakacje wybrałyśmy się do Warszawy, m.in. po to żeby zobaczyć Warszawską Syrenkę... Mniej intensywna fascynacja wciąż trwa, co widać poniżej... 😍😍😍
 



wtorek, 14 lutego 2017

Walentynkowa niespodzianka.

Ten rysunek trafił prosto w moje serce. I dobrze się składa, bo dziś Walentynki J a  to jest walentynkowa laurka od Hani. Razem z Czarkiem są na nartach więc laurka została mi za-esemowana. I totalnie powaliła mnie swoim humorem a jeszcze bardziej przesłaniem... Do tego stopnia, że w końcu ruszyłam tyłek, czy może bardziej ręce w tym przypadku, i zainicjowałam tego bloga - a  myślałam o nim od wielu tygodni albo i miesięcy.

Rysunek nawiązuje do książki „Jak mama została Indianką” szwedzkich autorów (Ulf Stark i Mati Lepp). Za każdym razem jak ją czytam Hani wzruszam się prawie do łez (jednak tak żeby Hania nie widziała;).

Oto fabuła w dużym skrócie: Mały chłopiec strasznie się nudzi, bo wszyscy dorośli zajęci są jakimiś pracami domowymi, nikt nie ma dla niego czasu wiec sam zaczyna się bawić, w indianina. Mama w pocie czoła smaży (o zgrozo!) kotlety. Mały skrada się pod stołem do kuchni ale szybko zostaje przyuważony. Mówi, ze jest Małą Cichą Stopą a mama na to, ni stąd ni zowąd, że „Wielką Smutną Spalenizną” i że „być niewolnik bladych twarzy”. Na to mały, że w takim razie ją uwolni. Mama pozwoliła się „porwać”, zrzuciła fartuch, rozpuściła włosy, zostawiła na patelni kartkę „ZARAZ WRACAM SPALENIZNA”  a  „na wpół usmażone kotlety przygwoździła nożem do drzwi kuchennych”... Cóż, najwyraźniej była totalnie sfrustrowana codziennymi przyziemnymi obowiązkami... Nie ukrywam że i mnie się to regularnie zdarza (ta frustracja),  kiedy to namiętnie oddaję się: sprzątaniu, gotowaniu, praniu, prasowaniu, sprzątaniu...
Zabrali parę drobiazgów, żeby zorganizować indiański piknik i wybrali się nad wodę.
Wtedy ten krótki dialog pada przypominający, że nam wiecznie zabieganym, zestresowanym dorosłym umyka na co dzień to,że świat, że życie są piękne i że tak niewiele potrzeba do szczęścia>
„Mama długo stała na kamieniu i przyglądała się promieniem słońca odbijającymi się w wodzie.
- widziałeś kiedyś coś równie pięknego? zapytała
- codziennie widzę - odparłem
- no tak, racja... -  powiedziała”
Spędzili ze sobą fantastyczny dzień. Pływali, łowili ryby, piekli je na ognisku, gapili się w chmury, nicnierobili... zanim się zebrali mama mówi: „Dziękuję, że uratowałeś mi życie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki dzień jak dziś”. „ Ja też nie” odparł chłopiec... i wracają do domu.
A tam ojciec stał bezradnie z nożem i kartą w rękach, dziadek z kotletami... I tu ulubiony tekst Hani (zawsze muszę go przeczytać parę razy): "aleś ty se klawą babkę wziął, niech mnie dunder świśnie - zawołał dziadek".   

Kto jak kto, ale Hania mocno odczuła brak czasu dla niej od kiedy pojawiła się Sonia. Brakowało jej mnie na wyłączność, czasami chciała być tylko ze mną ale Sonia zawsze była gdzieś w pobliżu, żeby nie powiedzieć w zasięgu ręki. Któregoś wieczora poprzedniego lata, jak Sonia zasnęła, zaproponowałam Hani spacer (nie pamiętam, może ta książka mnie natchnęła...). "Tylko ja i ty?" zapytała z niedowierzaniem, już w koszuli nocnej. Było gorąco, wsunęłyśmy klapki, szłyśmy same trzymając się za ręce (jak dziwnie, bez wózka tym razem), Hania w tej koszuli...gadałyśmy, to znaczy Hania głównie gadała, połaziłśmy sobie po moim ulubionym lesie a jak wracałyśmy stwierdziła z pełnym przekonaniem, że to był najpiękniejszy dzień w jej życiu... (oczywiście nie pierwszy i nie ostatni... na przykład dzień w którym zje duże lody 🍨 to też najpiękniejszy w życiu:) ale za każdym razem jak to mówi, to brzmi to tak, jakby to rzeczywiście był jej najpiękniejszy dzień w życiu:)

A wracając do rysunku / laurki... wiadomo już o co chodzi... Najwyraźniej ja z Hanią i Sonią  w wózku zwiewamy z domu. Hania dopowiedziała, że wybieramy się do 'mojego ulubionego lasu'. Jest czad. A do tego Sonia  mówi "pupa" (nie wiem czy to widać na zdjęciu), bo to jedno z jej ulubionych słów, bo wie, ze wtedy będzie zabawnie i wszyscy będą się śmiali:)

Dziękuję Ci Haniu za tę cudowną kartkę i za ciągłe ratowanie mi życia 💝 Obiecuję, że pozwolę się częściej 'porywać'...  😊 💜💛💚

A jeszcze o moim ulubionym lesie, jest parę minut od naszego domu i jest w nim coś magicznego dla mnie. Zawsze coś mnie tam ciągnie... może dlatego, że przypomina krajobrazy z dzieciństwa..