Ten rysunek trafił
prosto w moje serce. I dobrze się składa, bo dziś Walentynki J a to jest walentynkowa laurka od Hani. Razem
z Czarkiem są na nartach więc laurka została mi za-esemowana. I totalnie
powaliła mnie swoim humorem a jeszcze bardziej przesłaniem... Do tego stopnia, że w końcu ruszyłam tyłek, czy może bardziej ręce w tym przypadku, i zainicjowałam tego bloga - a myślałam o nim od wielu tygodni albo i miesięcy.
Wtedy ten krótki dialog pada przypominający, że nam wiecznie zabieganym, zestresowanym dorosłym umyka na co dzień to,że świat, że życie są piękne i że tak niewiele potrzeba do szczęścia>
„Mama długo stała na kamieniu i przyglądała się promieniem słońca odbijającymi się w wodzie.
- widziałeś kiedyś coś równie pięknego? zapytała
- codziennie widzę - odparłem
- no tak, racja... - powiedziała”
Spędzili ze sobą fantastyczny dzień. Pływali, łowili ryby, piekli je na ognisku, gapili się w chmury, nicnierobili... zanim się zebrali mama mówi: „Dziękuję, że uratowałeś mi życie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki dzień jak dziś”. „ Ja też nie” odparł chłopiec... i wracają do domu.
Kto jak kto, ale Hania mocno odczuła brak czasu dla niej od kiedy pojawiła się Sonia. Brakowało jej mnie na wyłączność, czasami chciała być tylko ze mną ale Sonia zawsze była gdzieś w pobliżu, żeby nie powiedzieć w zasięgu ręki. Któregoś wieczora poprzedniego lata, jak Sonia zasnęła, zaproponowałam Hani spacer (nie pamiętam, może ta książka mnie natchnęła...). "Tylko ja i ty?" zapytała z niedowierzaniem, już w koszuli nocnej. Było gorąco, wsunęłyśmy klapki, szłyśmy same trzymając się za ręce (jak dziwnie, bez wózka tym razem), Hania w tej koszuli...gadałyśmy, to znaczy Hania głównie gadała, połaziłśmy sobie po moim ulubionym lesie a jak wracałyśmy stwierdziła z pełnym przekonaniem, że to był najpiękniejszy dzień w jej życiu... (oczywiście nie pierwszy i nie ostatni... na przykład dzień w którym zje duże lody 🍨 to też najpiękniejszy w życiu:) ale za każdym razem jak to mówi, to brzmi to tak, jakby to rzeczywiście był jej najpiękniejszy dzień w życiu:)
Rysunek nawiązuje do
książki „Jak mama została Indianką” szwedzkich autorów (Ulf Stark i Mati Lepp). Za każdym razem
jak ją czytam Hani wzruszam się prawie do łez (jednak tak żeby Hania nie widziała;).
Oto fabuła w
dużym skrócie: Mały chłopiec strasznie się nudzi, bo wszyscy dorośli zajęci są
jakimiś pracami domowymi, nikt nie ma dla niego czasu wiec sam zaczyna się bawić, w indianina. Mama w pocie czoła smaży (o zgrozo!) kotlety. Mały skrada się
pod stołem do kuchni ale szybko zostaje przyuważony. Mówi, ze jest Małą Cichą
Stopą a mama na to, ni stąd ni zowąd, że „Wielką Smutną Spalenizną” i że „być niewolnik
bladych twarzy”. Na to mały, że w takim razie ją uwolni. Mama pozwoliła się „porwać”,
zrzuciła fartuch, rozpuściła włosy, zostawiła na patelni kartkę „ZARAZ WRACAM
SPALENIZNA” a „na wpół usmażone kotlety przygwoździła nożem
do drzwi kuchennych”... Cóż, najwyraźniej była totalnie sfrustrowana codziennymi
przyziemnymi obowiązkami... Nie ukrywam że i mnie się to regularnie zdarza (ta frustracja), kiedy to namiętnie oddaję się: sprzątaniu, gotowaniu,
praniu, prasowaniu, sprzątaniu...
Zabrali parę
drobiazgów, żeby zorganizować indiański piknik i wybrali się nad wodę. Wtedy ten krótki dialog pada przypominający, że nam wiecznie zabieganym, zestresowanym dorosłym umyka na co dzień to,że świat, że życie są piękne i że tak niewiele potrzeba do szczęścia>
„Mama długo stała na kamieniu i przyglądała się promieniem słońca odbijającymi się w wodzie.
- widziałeś kiedyś coś równie pięknego? zapytała
- codziennie widzę - odparłem
- no tak, racja... - powiedziała”
Spędzili ze sobą fantastyczny dzień. Pływali, łowili ryby, piekli je na ognisku, gapili się w chmury, nicnierobili... zanim się zebrali mama mówi: „Dziękuję, że uratowałeś mi życie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki dzień jak dziś”. „ Ja też nie” odparł chłopiec... i wracają do domu.
A tam ojciec stał bezradnie z nożem i kartą w rękach, dziadek z kotletami... I tu ulubiony tekst Hani (zawsze muszę go przeczytać parę razy): "aleś ty se klawą babkę wziął, niech mnie dunder świśnie - zawołał dziadek".
Kto jak kto, ale Hania mocno odczuła brak czasu dla niej od kiedy pojawiła się Sonia. Brakowało jej mnie na wyłączność, czasami chciała być tylko ze mną ale Sonia zawsze była gdzieś w pobliżu, żeby nie powiedzieć w zasięgu ręki. Któregoś wieczora poprzedniego lata, jak Sonia zasnęła, zaproponowałam Hani spacer (nie pamiętam, może ta książka mnie natchnęła...). "Tylko ja i ty?" zapytała z niedowierzaniem, już w koszuli nocnej. Było gorąco, wsunęłyśmy klapki, szłyśmy same trzymając się za ręce (jak dziwnie, bez wózka tym razem), Hania w tej koszuli...gadałyśmy, to znaczy Hania głównie gadała, połaziłśmy sobie po moim ulubionym lesie a jak wracałyśmy stwierdziła z pełnym przekonaniem, że to był najpiękniejszy dzień w jej życiu... (oczywiście nie pierwszy i nie ostatni... na przykład dzień w którym zje duże lody 🍨 to też najpiękniejszy w życiu:) ale za każdym razem jak to mówi, to brzmi to tak, jakby to rzeczywiście był jej najpiękniejszy dzień w życiu:)
A wracając do rysunku / laurki... wiadomo już o co chodzi... Najwyraźniej ja z Hanią i Sonią w wózku zwiewamy z domu. Hania dopowiedziała, że wybieramy się do 'mojego ulubionego lasu'. Jest czad. A do tego Sonia mówi "pupa" (nie wiem czy to widać na zdjęciu), bo to jedno z jej ulubionych słów, bo wie, ze wtedy będzie zabawnie i wszyscy będą się śmiali:)
Dziękuję Ci Haniu za tę cudowną kartkę i za ciągłe ratowanie mi życia 💝 Obiecuję, że pozwolę się częściej 'porywać'... 😊 💜💛💚
A jeszcze o moim ulubionym lesie, jest parę minut od naszego domu i jest w nim coś magicznego dla mnie. Zawsze coś mnie tam ciągnie... może dlatego, że przypomina krajobrazy z dzieciństwa..
Dziękuję Ci Haniu za tę cudowną kartkę i za ciągłe ratowanie mi życia 💝 Obiecuję, że pozwolę się częściej 'porywać'... 😊 💜💛💚
A jeszcze o moim ulubionym lesie, jest parę minut od naszego domu i jest w nim coś magicznego dla mnie. Zawsze coś mnie tam ciągnie... może dlatego, że przypomina krajobrazy z dzieciństwa..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz